wtorek, 27 grudnia 2016

Yoongi & Jimin Kwaśne winogrona

XDDDDDDDDDDDDDD
Tyle mogę o tym powiedzieć. Pisząc to, miałam taki śmieszkowy humor, że nie mogło wyjść nic poważnego. Nie bierzcie tego na serio XDDDD
Serio
Nie bierzcie tego na serio XDDDDDDD
Żeby lepiej zrozumieć, polecam przesłuchać "Sour grapes- San E i Mad Clown", najlepiej to ( https://youtu.be/sk4gGqqOQG8 ), bo są tam ważne adnotacje.
Także, enjoy i wgl XDDDDDDDD
Opis dodam później

Czy jesteś w stanie wyobrazić sobie większy  sukces niż dostanie pracy w miejscu o którym zawsze marzyłeś, w zawodzie jaki zawsze budził Twoje zainteresowanie?
Bo Yoongi mógł. Miał jedno marzenie, pragnienie, coś, czego chciał bardziej niż wielkiego czekoladowego tortu. A kochał słodycze, warto wspomnieć.
Dzień, w którym zaczął pracę w wytwórni, osobiście uważał za jeden z tych najpiękniejszych. Do kategorii tych najbardziej zapamiętanych zaliczało sie też wspomnienie jego pierwszego seksu, który szczerze mówiąc, nie był jakoś specjalne wyrafinowany, wyniosły, czy nawet nie był rzeczą, którą warto było się chwalić. Doszedł w pół minuty, a jego partner nie zdążył nawet zajęczeć. Zawsze kiedy o tym myślał, chował twarz w dłoniach i marszczył nos, z uśmiechem na twarzy, co miał zwyczaj robić zawsze, kiedy czuł wstyd tak wielki jak przyrodzenie Kuksona- jego przyjaciela.
Kukson często zastanawiał się, dlaczego nadal koleguje sie ze starszym. Min nigdy nie raczył go dobrą radą, pochwalił go tylko raz, w dodatku po pijaku, do tego nigdy nie kupował mu droższego makaronu. Co z tego, że Jeon nawet nie lubił droższego ramenu? Chciał go chociaż zobaczyć, żeby móc poczuć sie kochanym przez swojego hyunga.
Bo go kochał. Oczywiście, nie tak jak swoje słoneczko, swojego mleczyka, najpyszniejszy kąsek na świecie, z udami jak marzenie, które wysmarowane Nutellą wyglądały jeszcze pyszniej. Kukson, Taehyunga kochał bardzo. Moze nie do końca czule, ale starał sie. Był zupełną amebą, myślał, że wiagra to wodospad, ale za to kochał zupełnie szczerze i oddanie.
Taehyung był za to po prostu dziwny. Podchodził do ludzi z pytaniem "Czy to Twój kasztan?". I nie robił tego, żeby poderwać daną persone, a po prostu był ciekaw, czy akurat ten kasztan nie wypadł komuś z kieszeni.
Kim, mimo wrodzonego wdzięku i gracji panienki, potrafił byc groźny, szczególnie w klubie, kiedy ktoś wepchał sie do kolejki do toalety. Rzucał sie wtedy, jakby miał wściekliźne, czy tez padaczkę. A padaczkę to on umiał udawać po mistrzowsku. Razu pewnego, kiedy na ulicy zaczepił go jakiś mężczyzna, z żądaniem kontaktu seksualnego z Kimem, ten wykorzystał jedyną wiedzę jaką wyniósł ze szkoły, przeglądając książkę do edb w której, swoją drogą, kochał bazgrać po postaciach z obrazków, którzy zawsze wyglądali jak ludzie ze stocku, i rzucił sie na ziemie, udając padaczkę. Niedoszły gwałciciel tak sie przestraszył, że uciekł z miejsca zdarzenia, a Taehyung mógł zachować dziewictwo, no przynajmniej do tamtej chwili. Miesiąc później spotkał Kuksona.
Yoongi z koleii, poznał Jeona, zupełnie zwyczajnie, na ulicy. Nie żeby, Kook żebrał na ulicy. Kiedy pierwszy raz zobaczył Mina, uprawiał jogging. I gdyby nie wrodzona wredota Yoongiego, który nie był w stanie powstrzymać swojej nogi przez podłożeniem jej młodszemu, tak, że ten wywrócił się i otarł sobie kolano, ich przyjaźń nie byłaby tak piękna, a właściwie nie byłaby wcale.
Do ich mini bractwa należał jeszcze jeden członek. Nie za wielki, malutki raczej. Na imię mu było Jimin i nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że Yoongiemu zawsze (znaczy od kiedy poznał Parka) chciał miał chłopaka, który miałby na imię Jimin. I co za zbieg okoliczności, Min pragnął, żeby wyglądał on dokładnie tak, jak prezentował sie młodszy.
O ile Yoongi nigdy nie lubił, kiedy ktoś mówił do niego" hyung", tak nawoływań Jimina, krzyczącego swoim słodkim głosikiem mógł słuchać w kółko. Miał kiedyś plan to nagrać i puszczać sobie przed snem, ale zrezygnował z tego, nie chcąc wyjść na zboka. W końcu, Jimin chyba wcale nie rozumiał, że kiedy Yoongi, podczas wspólnego ubierania małego baobabu (który zastępował im choinkę) na "Ale ładny" Parka, odpowiedział "Najpiękniejszy", nie mówił o drzewku. Nie miał też na myśli księżyca.
Min wiele razy starał sie wyrzucić z myśli młodszego. Starał się nawet zakochać w Dicaprio, ale do niego czuł tylko miłość fizyczną. W końcu, kto nie ubóstwiał Leosia?
Ale był on zupełnie inny niz jego, bo tak nazywał go publicznie (no dobra, nie publicznie, a we własnej głowie), sarenka.
Jimin był jak łania, o pięknych oczach i zwinnych ruchach. Yoongi czuł się jak lis, który nieważne jak bardzo sie starał, był zbyt kulawy, aby złapać swoją zdobycz. Nie dość, ze został postrzelony mentalnie, kiedy Jimin odsunął jego dłoń, od swojego policzka, to w dodatku, idealnie do przezwiska, młodszy był łamiącą serce łanią.
Min był święcie przekonany, że Park ma gdzieś jego miłość, stał się tak zaślepiony swoim udawanym cierpieniem, że nie widział tych sekundowych spojrzeń, drobnych uniesień dłoni, która po chwili rezygnowała, bojąc sie odrzucenia. A przecież dla Jimina każdy całus, jaki serwował starszemu, czy ten, który przesyłał w powietrzu, w wiadomości, czy też ten, którym obdarowywał go naprawdę, z reguły udając pijanego, znaczył dla niego więcej niż dobre jedzenie lub co więcej, stawiał go ponad pizzą.
I gdyby nie to, że zarówno Tae, jak i Kukson, w pore postanowili działać, zapewne ani jeden, ani drugi nigdy nie odważyłby sie zrobić nic więcej, niż patrzeć na ukochanego z drugiego krańca kanapy.
Może i krzyczenie na "trzy cztery" imion swoich przyjaciół, dodając do tego "jest w Tobie zakochany" nie bylo zbyt mądrym pomysłem, aby połączyć zakochanych, ale chłopcy też  zbyt mądrzy nie byli. Chwilę później, ameba, wraz ze swoim słoneczkiem, uciekli z pokoju, chcąc uniknąć spojrzeń pełnych jadu, posyłanych przez przyjaciół. Cisza trwała może minutę, dwie, godzinę, ale dla nieśmiałych chłopców, była ona torturą.
-A więc...-  zbiegim okolicznosci, zaczęli mówić w tym samym momencie. Starszy, niby z uprzejmości, pozwolił młodszemu zacząć. Tak naprawdę, nie wyrwał sie pierwszy, tylko dlatego, że bał sie zbłaźnienia.
-To co mówili...hyung...ja mam nadzieję, ze to prawda. Bo ja Ciebie też kocham. Nie jak brata, czy mamę, może nie az tak jak mojego psa, ale bardzo i hyung, mam nadzieję, że Ty chciałbyś ze mną być. Moge Ci za to zrobić kanapki, jeśli sie zgodzisz.- małe rączki Jimina, zaciskające się na drobnych ramionkach, skutecznie rozpraszały Yoongiego, ale ten mimo wszystko, starał sie słuchać. I dzięki Bogu, że sie starał, bo młodszy nie miał zamiar powtarzać tej kompromitacji.
-Jimin... bardzo Cię kocham. Tak bardzo, że az trudno mi to wyrazić słowami. Mógłbym Ci to nawet zaśpiewać, ale nie jesteśmy w bajce Disneya i nie umiem śpiewać. Więc musisz mi po prostu uwierzyć, że bardzo Cię kocham.
Blada dłoń starszego, delikatnie zacisnęła sie na tej, należącej do młodszego. Ten odwzajemnił uścisk, czując jak na jego policzki występują rumieńce. Wreszcie, od początku rozmowy, odważył sie spojrzeć w oczy swojego ukochanego i nie żałował, bo naprawdę zobaczył w nich błysk. Zbliżył swoje usta do twarzy swojego hyunga i pocałował go. Szczerze, prawdziwie, juz bez tej durnej otoczki bromancu. Wreszcie mógł ułożyć swoje dłonie na policzkach starszego i poczuć jak jego ręce delikatnie gładzą go po biodrach. Był w stanie przekonać się, jak to jest kiedy starszy zaczepił jego język swoim własnym i jak miłe to było uczucie.
Jimin oderwał sie od ust swojego, juz od tamtej pory chłopaka, patrząc mu w niemalże czarne oczy. Yoongi naprawdę nigdy by nie pomyślał, że będzie w stanie mieć w swoich dłoniach młodszego, który nie będzie juz tylko kumplem, a jego wymarzonym winogronem.
-To co, zrobisz mi te kanapki?
Jimin zaśmiał się, na tą uroczą wypowiedź, kładąc głowę na piersi Yoongiego. Min nie rozumiał o co chodzi, naprawdę miał ochotę na  kanapkę.
Możecie wierzyć lub nie, ale ta historia wydarzyła się naprawdę. Od tamtej pory, Yoongi nie zasypiał już z myślą "Jak sprawić, żeby Jimin go pokochał", a z Parkiem w swoich ramionach. I kochali się swoją koślawą miłością. A winogrona wcale nie były takie kwaśne.

piątek, 23 grudnia 2016

Today I love you V

Ajm bek
Wesołych świąt, bez samobójstw i takie tam



Opowiadanie: Today I love you
Tytuł/rozdział: O królu łez/ V
Pairing: VKook, Jikook (?), Yoonkook (?)
Gatunek: romans, drama
Typ: fluff, angst

Gdy ktoś pytał Jungkooka, czy jest coś, czego się w życiu boi, zawsze mówił, że nic go nie przeraża. Pomyślał o tym w momencie, w którym serce biło mu jak oszalałe, krew pulsujacają w żyłach odczuwał nawet w dłoniach, w momencie, w którym zasiadał na małym plastikowym krzesełku obok pacjenta kliniki.
-Myślisz, że jeśli namaluje zwierzęta, będzie w porządku?- chłopak odwrócił wzrok w kierunku Jungkooka, który zaciskał dłonie na kolanach tak mocno, że kostki mu pobielały.
-Myślę, że to świetny pomysł. Jakie zwierzęta miałeś zamiar namalować?- spokoj w głosie lekarza zaskoczył nawet jego samego.
-Może jakiegos lisa albo psa? Lubię psy, tylko dawno żadnego nie widziałem.
Jungkook pokiwał głową, starając się nawet nie zerkać na swojego rozmówcę.
Szybko pomógł mu namalować wspomnianego wcześniej zwierzaka, po czym juz chciał odejść, dumny z tego, że był w stanie utrzymać emocje w ryzach, kiedy pacjent złapał go za nadgarstek. Jeon bezmyślnie skierowal wzrok na oczy Taheyunga, w których nie widział nic. Były jakby puste, zaćmione, nieobecne.
-Dzięki za pomoc... Jung, tak?
-Jeon.
~*~
Jak trudno bylo utrzymać łzy, kiedy dawno zranione serce dawało o sobie znać. Bolało, kiedy Jungkook myślał o przeszłości, kiedy myślał o teraźniejszości, bolało nieustannie. Nie był nawet w stanie wstać z podłogi, na którą upadł po powrocie z kliniki. Krztusił sie łzami, z trudnością łapiąc powietrze w płuca. Mial nadzieję, ze wszystkie ataki paniki, jakie nawiedzały go jeszcze kilka lat temu, zniknęły bezpowrotnie, jednak te w końcu dały o sobie znać.
Ślina skapywała po brodzie, żałośnie łkającego, jak małe dziecko trzydziestolatka.
Chciał wstać, otrząsnąć się, wyjść z domu i udawać, że wszystko jest okej. Czuł sie jakby umierał. Jakby umierał z miłości.
~*~
-Jeny, jestem pełen podziwu, ja nie miałbym tyle odwagi, żeby pracować w szpitalu.- Taheyung nawet nie zdawał sobie sprawy, jak uroczo wygląda, zakładając bombki na choinkę, w kolorze butelkowej zieleni.
-Mama chciała, żebym to robił.
-Ja tam nigdy nie słuchałem rodziców, po co oni komu? Nic nie rozumieją i starają sie wtrącać do naszego życia, niewazne, czy masz pięć, czy piędziesiąt lat.
- Nie mow tak. To im zawdzięczasz, że żyjesz.
-To nie ja sie prosiłem, żeby być na tym świecie.-  mniejszy uśmiechnął się, zakładając dwie różowe ozdoby na uszy Jungkooka.
-Rodzice są ważni i doceniasz ich, dopiero kiedy znikają i nigdy nie wracają. Moj ojciec tak zrobił. Nawet nie zdążyłem go poznać.
Kook popatrzył na zdezorientowaną twarzyczkę Kima, która niemo przepraszała. Niby niespecjalnie wpędził Tae w poczucie wstydu, ale miał w tym odrobinę satysfakcji. Chciał tylko, zeby Taehyung docenił to, czym go obdarowano.
-Nieważne, wieszajmy bombki.
-Wiesz co mówi bombka do bombki? Chyba zaraz nas powieszą.
Jungkook lekko sie zaśmiał, zaraz kładąc swoją dużą dłoń na tlenionych włosach Kima. Poczochrał je, na co mniejszy zmarszczył nosek. Jeon uwielbiał to robić, przecież Tae Tak uroczo sie złościł.
-Będę się już zbierał. Jak kupię choinkę, to tez masz mi pomóc ją udekorować.
-Tak jest, kapitanie.- blondyn przyłożył dłoń, do czoła, salutując młodszemu.
-Więc odezwij się, jak ją kupisz. Mam nadzieję, że zrobisz to jak najszybciej.
Jungkook przytaknął, pożegnał sie z mniejszym i opuścił mieszkanie, po drodze prawie wywracajac się o pudelko z 'magnetic sand'.
Znali się z Taehyungiem dwa tygodnie, a w tym czasie zdążyli spotkac się z pięć razy. Młodszy sam nie wiedział, jak to jest, że ten chlopak, od ktorego charakter miał tak różny, zawrócił mu w głowie. Mimo, że Tae był po prostu dziwny, miał w sobie urok. Nawet to, ze kiedy wciskał przyciski w pilocie, za każdym razem mówił 'pup' lub jego 'podryw' znaczy zaczepianie ludzi na ulicy i mówienie 'pachniesz jak mydło', Kook uważał za cudowne. Nawet dekorowanie choinki w połowie września.
Nie mógł powiedzieć, że sie zakochał, bo było to za wcześnie, poza tym jako student medycyny uważał 'zakochanie' za szereg procesów w organizmie, a nie za głęboko zakorzenione w sercu uczucie, ale zdecydowanie był zauroczony całym Kimem Taehyungiem.
~*~
-A jak tam z robieniem za tatusia?
-Zależy co masz na myśli.-Kook miał ochotę uderzyć Jimina, za ten beznadziejny żart, który nie był nawet realny, ponieważ Park był bottomem.
-Moje maleństwo jest cudowne, wiesz, że ją kocham.
-A jak z Hoseokiem?
-Nie mówiłem Ci? Rozstaliśmy sie.- Kook o miało co nie wypluł kawy, której łyk upił kilka sekund wcześniej.
-Żartujesz? Taka przykładna para jak wy?
Jungkook przez całe swoje trzydziestoletnie życie nie poznał bardziej przykładnej pary, niż Jimin i Hosoek. Nigdy się nie kłócili, rozumieli bez słów i dali by sie pociąć za siebie nawzajem.
-Hoseok powiedział, że nudzi mu sie takie życie  i, że brakuje mu adrenaliny, więc powiedziałem mu, że nie bede tęsknił. Wyprowadził sie tego samego dnia, palant.
Kook już chciał podejść, aby przytulić przyjaciela, lecz ten powstrzymał go, otwierając usta.
-Nie ma co tego rozdrapywać. Przynajmniej nie zabrał ze sobą naszego psa.